sobota, 31 sierpnia 2013

Rozdział 87

 * z perspektywy Alex*

Nazajutrz obudził mnie irytujący blask słońca dobiegający zza okna. Niechętnie wygramoliłam się z łóżka i powędrowałam do toalety za potrzebą. Gdy wróciłam do pokoju na telefonie widniały powiadomienia o trzech nieodebranych połączeniach od Colina. Sięgnęłam po niego i natychmiast oddzwoniłam.
C- No hej, jak tam noc?
A- Nie wiem, całą przespałam.
C- Oh, jaka zabawna.
A- Dobra, nieważne. Co chciałeś?
C- W sumie nic, ale pomyślałem, że moglibyśmy zjeść dziś razem obiad. Co ty na to?
A- Jasne, a co oferujesz?
C- Nie wiem, przyjdę po Ciebie i najwyżej zobaczymy.
A- No okay.
C- Będę po drugiej.Trzymaj się.
A- Pa, kocham Cię.
C- Ja Ciebie też misiu.
Rozłączyłam się.
Mimo iż jesteśmy ze sobą od takiego czasu nadal wyznawanie uczuć w jego kierunku nie szło mi najlepiej. W sumie nie wiem po co tak do niego mówię. Chyba dlatego, że w pewnym stopniu mu na tym zależy, a ja chcę aby był szczęśliwy. Abyśmy razem byli szczęśliwi.
Odłożyłam telefon i wyszłam do kuchni.


* z perspektywy Charlie *

Stałam uchylona  nad  kuchennym blatem gryząc tosta i przeglądając katalog z sukniami. Za dwa dni bal, a ja jak zwykle zostawiam wszystko na ostatnią chwilę. Tym razem wszystko musi być perfekcyjnie.
A- Dzień dobry pani Horan.~niespodziewanie przyszła Alex.
Ch- Witam panią Styles.
A- Jak na razie skłaniam się bardziej w kierunku zostania panią Walker.- zaśmiałyśmy się.
Ch- Co dziś sporządzisz na obiad?
A- Uu, niestety muszę Cię dziś wystawi bo umówiłam się z Colinem.
Ch- No wiesz ty co! Tylko grzeczni mi macie być!
A- Już za późno!- krzyknęła biorąc wodę z lodówki.
Ch- Ta, a za dziewięć miesięcy wózek dziecięcy. 
A- Boże Charlie, o czym ty myślisz?!
Ch- Wybacz, ale do ty skierowałaś mnie na tę ciemną stronę mocy!
A- Oh, czuję się niczym Lord Vader.
Zamknęłam gazetę i usiadłam obok niej.
Ch- Chyba zadzwonię do Nialla. Wiesz, bal i tak dalej.
A- Myślisz, że się zgodzi? 
Ch- A dlaczego by nie? Mam wdzięk i urok osobisty- wybuchnęłyśmy nieposkromionym śmiechem- Oj, żartuję. 
A- Wiem.
Ch- Ale serio, mam nadzieję, że nie odmówi.- westchnęłam ciężko.



* z perspektywy Harry'ego*

Wyszedłem na miasto aby załatwić kilka spraw bankowych po powrocie z Azji. Ta podróż była na prawdę niesamowita, ale jak to mówią wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.
Gdy wszystko było już okay udałem się w stronę niezłej chińskiej knajpki w centrum Londynu aby spotkać się z moim dobrym kumplem Ed'em. Otwierając drzwi usłyszałem śmiech, którego nigdy w stanie nie będę zapomnieć. 
Odwróciłem się i zauważyłem kilka metrów dalej Alex... z Colinem. Czekałem aż podejdą bliżej i przywitałem się.
H- Cześć Alex, dzwoniłem.
A- Hej- przytuliła mnie- Wybacz, nic nie widziałam,
 Zerknąłem w dół i zobaczyłem jak ten gnojek trzyma ją za rękę.
H- A więc teraz jesteście razem?- zapytałem wskazując na nich palcami.
A- Postanowiliśmy dać sobie szansę.- zrobiłem skwaszoną minę.
A- Colin, mógłbyś nas zostawić na chwilę samych?
C- Jasne, będę czekał w środku.- rzucił mi jedno gniewne spojrzenie i poszedł.
H- Widzę, że nieźle się narobiło...
A- Nie, nadal jest tak samo.
H- Oddalasz się ode mnie!
A- Nie prawda, to ty wypłynąłeś statkiem w rejs w jedną stronę. Ja ciągle stoję przy burcie.- zauważyłem w jej oczach łzy. Próbowała mnie minąć ale złapałem ją za nadgarstek.
H- Alex, proszę Cię.
A- Wybacz, muszę już iść.
No i poszła. W jednej chwili latałem nad ziemią jak skowronek, a w drugiej mój świat zawalił się niczym budynki z jedenastego września. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Byłem zdruzgotany. 
Złapałem taksówkę i pojechałem prosto do domu. Po drodze napisałem do Sheerana, że coś mnie zatrzymało i nie dotrę na miejsce. Nie miałem ochoty na rozmowy. 
Wpadłem do mieszkania i na wejściu rozwaliłem wazon.Woda delikatnie spływała z komody na jasny dywan. Nigdy tak okropnie się nie czułem. 
Podszedłem do stołu i jednym pociągnięciem zwaliłem jego całą zawartość na podłogę. Wszędzie walało się szkło.
Po godzinnej demolce uspokoiłem się. W całym domu był rozgardiasz. 
Usiadłem na fotelu i złapałem się za głowę.
Straciłem ją...
Przez tę cholerną kilkumiesięczną trasę straciłem ją.
To wszystko moja wina, nie wykorzystałem sytuacji.
Do mieszkania wszedł Niall.


 * z perspektywy Nialla*

Ciche pukanie rozległo się, a po chwili zza drzwi wyjrzała dziewczyna.
Ch- Hej, szybki jesteś,- Charlie otworzyła mi drzwi i wszedłem do środka.
Z salonu podążał przyjemy zapach niedzielnego obiadu, o którym zawsze marzyłem będąc z dala od domu.
N- Tylko nie mów, że nagle odkryłaś swój talent kucharski.
Ch- Niestety muszę Cię rozczarować, bo wszystko zamówiłam z restauracji.
N- Cóż, warto pomażyć. 
Usiedliśmy przy stole. Panowała krępująca cisza. Sięgnąłem po szklankę z sokiem.
Ch- Słuchaj Niall, chciałabym o coś Cię spytać.
N- Nie, nie musisz. Wiem o co chodzi, wczoraj wieczorem to wszystko moja wina. Nie traktuj tego na poważnie.
Ch- O czym ty mówisz? Chciałam Cię spytać o towarzyszenie na balu...
Patrzeliśmy na siebie w skupieniu.
Ch- Nic to dla Ciebie nie znaczyło?
N- Nic, a nic. Poniosła nas chwila i tyle. A co do balu, nie mogę z tobą iść. Wybacz.
Ch- Ale...
N- Muszę już iść.
Ch- Nie skończyliśmy jeść.
N- Skończ beze mnie.
Wstałem i wyszedłem. 
Musiałem ją skłamać. Wiem, że ona na pewno nie zrozumie moich uczuć. Tyle razy przekonywałem się o tym, że ona też coś czuje do mnie, a potem nadchodziło gorzkie rozczarowanie.Tak nie mogło być tym razem. Na tej imprezie wszystko by się jeszcze tylko bardziej skomplikowało. Poza tym we worek zdeklarowaliśmy się do grania w jednym z tutejszych liceów.
Kopiąc kamień pod nogami zauważyłem krople deszczu na chodniku. Podnosząc głowię w górę pomyślałem o tym, że może jemu uda się obmyć z tego świata negatywne emocje...

* gdy zaczęło padać wszyscy bohaterowie spoglądali przez okno rozmyślając o ostatnich wydarzeniach *

  

czwartek, 1 sierpnia 2013

Rozdział 86

* z perspektywy Alex *

                                                                         05 czerwca
Drogi Pamiętniku,
nie wiem czemu w ogóle zaczęłam Cię pisać.  Może poczułam po prostu taką potrzebę?
Nie wiem.
Wiem natomiast, że ryzyko się opłaciło. Ja i Colin jesteśmy ze sobą od niecałych czterech miesięcy... i jest wspaniale. Wspiera mnie, jest moją opoką. Poza tym znów to zrobiliśmy... Ale to nie jest najważniejsze! Liczy się tylko, że mnie kocha i dobrze mi z nim.
Niestety gorzej z Charlie.
Nie wiem czemu ale ostatnimi czasy ciągle jest przygnębiona. Nie chce ze mną rozmawiać ,a tym bardziej z Niall'em. 
Właśnie, Niall. Prawie bym zapomniała.
Jutro chłopaki wracają z Japonii.
Boje się.
Nie pytaj mnie dla czego ale boje się.
No tak, jesteś tylko pamiętnikiem, nie możesz mówić.

Zamknęłam dziennik. Wstałam z łóżka i przeciągnęłam się patrząc przez okno. Już jutro... Tak bardzo oczekiwałam tego dnia, a teraz najzwyczajniej w świecie go nie chcę. Czy to ma jakiś związek ze mną? A najważniejsze czy to ma jakiś związek z Harry'm?
Nie. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. 
Zgasiłam pośpiesznie lampkę i poszłam spać.
Kocham tylko Colina.



* z perspektywy Charlie *

Obudził mnie jasny promień słońca na twarzy. Bogu dzięki, że dziś sobota. Nie wiem jak wytrwałabym w szkole. Spojrzałam na zegarek. Za piętnaście jedenasta. Poszłam do kuchni i sięgnęłam po wafle ryżowe i posmarowałam je nutellą. Usiadłam samotnie przy stole. Alex jeszcze spała. Tak lepiej. Ostatnio nie dogadujemy się najlepiej. Ona pewnie myśli, ze to przez Colina... ale tak na prawdę tu chodzi o mnie. Nie rozumie tego. I słusznie. Nie może bo nic jej nie powiedziałam. Cierpi przez to.
Obie cierpimy.
Wyjęłam telefon z kieszeni i weszłam w ostatnie sms'y. Przez ponad piętnaście minut w kółko czytałam jedną i tą samą wiadomość.

Możesz mi dalej nie odpisywać, ale spotkaj się ze mną w weekend w parku. Nie wiem czy będziesz, ale ja będę czekał. Sobota, 23.

Od czasu gdy pokłóciłam się z Niall'em nie odzywam się do niego. Ciągle próbuje mi coś wyjaśnić ale ja mam już dość... A jednak, moja intuicja podpowiada mi abym tam poszła.
Nie wiem jak postąpić.
Wstawiłam brudny talerz do zlewu i wróciłam do swojego pokoju.



Godzina 22:39. 
Ubrałam na stopy czarne vansy i wyszłam kierując się w stronę drzew. Niebo było już granatowe, wciągało wszystko w swą otchłań. 
Na środku placu leżał koc, a dookoła niego stały świece. Wyglądało to niesamowicie.
Gdy tylko zobaczyłam te blond czuprynę serce zaczęło mi mocniej walić.
Odwrócił się.
Na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech.
N- Przyszłaś.
Ch- Oh, a jak bym nie mogła?
Zerkałam w jego błękitne oczy w odcieniu czystego oceanu. Choć wiał silny wiatr paliłam się od środka. 
N- Chciałbym Ci o czymś powiedzieć.- powiedział niepewnie.
Widząc, że milczę ciągnął dalej.
N- Ostatnim razem... nie wiem czemu tak postąpiłem. Byłem wściekły... ale nie na Ciebie. Na siebie. Podczas gdy ja świetnie się bawiłem... mój ojciec chorował. Nic mi nie powiedział...
Ch- Tak mi przykro. Ale to nie twoja wina.- nie wiedziałam co tak na prawdę mam powiedzieć.
N- On zmarł! Charlie go już ze mną nie ma! A ja nic nie mogłem na to poradzić!
Ch- Nawet gdybyś wiedział i tak nie jesteś cudotwórcą.
N- Ale zaakceptowałbym to. Mógłbym się nastawić, wiedzieć, że takie coś mogło nastąpić. Zaskoczył mnie...- z jego oczu zaczęły spływać łzy.
Zbliżyłam dłoń do jego twarzy i przykładając ją do policzka wytarłam kciukami łzy.
Dopiero spostrzegłam, że w tle gra muzyka.
Nasze twarze zaczęły się do siebie zbliżać, a usta złączyły się. Wymienialiśmy się wzajemnie czułymi pocałunkami. Moje ciało przywarło do jego ciała. Jego usta były tak miękkie jak zawsze sobie je wyobrażałam. Runęliśmy na koc. Delikatnie gładził mnie po włosach.
N- Nie chcę Cię stracić.
Wtuliłam się w niego mocniej.
Patrzeliśmy razem na niemalże bezchmurne niebo.
N- Look at the stars, look how they shine for you...

piątek, 19 lipca 2013

Rozdział 85

* z perspektywy Alex*

Mamy już piątek. Śniegu nadal wiele, a temperatura zbyt niska na spacery. Cały czas zastanawiałam się nad tym co mówił Colin. A może bardziej nad tym co pisał?  Bezczynność zjadała mnie od zewnątrz. Rozterki od wewnątrz. Zwisałam głową w dół z mojego łóżka patrząc na sufit. Zamknęłam oczy i zaczęłam marzyć... zupełnie jak  mała dziewczynka. W moim umyśle zawitał wielki dom z idealnie przystrzyżonym trawnikiem; samochód w garażu i roześmiane dzieci dookoła... lecz nie były one moje. Mój dom stał pusty. Piękny, doniosły, ale pusty. Nie było w niej żywej duszy prócz mojej. Stałam obok półki na nagrody wspominając swoje życie... Natychmiast zerwałam się. Skąd takie myśli w mojej głowie?! Przecież nie skończę samotnie! Nie... to nie możliwe. Nie możliwe... a jednak? Nie...

* z perspektywy Colina *

Poszedłem pod prysznic aby pozbyć się resztek chloru z ciała po wizycie na basenie z Mattim. Miałem już wziąć się za mydlenie głowy, gdy usłyszałem pukanie do drzwi. Myślałem, że to wyżej wspomniany blondyn przyszedł uświadamiając sobie, że zostawił swój telefon w moim plecaku. Owinąłem się w biodrach ręcznikiem i poszedłem do przedpokoju. Otwierając drzwi zacząłem mówić.
C- Stary, czekaj już idę po twoją...
Ku mojemu zdziwieniu nie było tam Mattiego, tylko Alex.
A: Musimy porozmawiać.- powiedziała spoglądając na ziemię.
C- Wejdź.- odparłem.
Mimo iż mieszkanie było puste udaliśmy się do mojego pokoju. Dziewczyna usiadła na łóżku i zmierzyła mnie całego od stóp po głowę.
C: Tak wiem, niezręczna sytuacja ale myślałem, że to Matty...
A: Nie pogrążaj się bardziej.- zaśmiała się.
C: Daj mi chwilkę.- udałem się do toalety. Ubrałem spodenki i szary top na ramiączkach by móc wrócić do niej z powrotem. Siedziała w tym samym miejscu, głęboko zamyślona.
C: A więc o czym chciałaś mówić?- rzekłem, skłaniając ją do rozmowy.
A: Ugh... No więc przez ostatnie dni dużo myślałam. O tobie, o mnie... o nas. Sądzę, że jestem gotowa.- zamilkła dając mi znak abym coś powiedział.
C- Gotowa na co?
A- Oh Colin, nie udawaj idioty! Przecież dobrze wiesz na co.
C- Nie... nie mam pojęcia.- brnąłem dalej.
A- Nie każ mi tego mówić!
C- Ale czego?- buchnąłem śmiechem.
A- Dobra, wychodzę.
Zagrodziłem jej drogę by nie mogła wyjść i uśmiechnąłem się.
C- Jesteś pewna?
A- A dlaczego miałabym nie być?- spytała.
C- Długo zwlekałaś.- odparłem.
A: Czy ty nie możesz być jak inni faceci i zamiast tyle gadać, pocałował mnie?
Zacząłem się śmiać; trzymając ją w ramionach pocałowałem w nos.
C- Nie.
A- I własnie dlatego Cię kocham/

* z perspektywy Charlie *

Cisza i spokój. Jedyny dźwięk jaki wypełniał pomieszczenie to wrząca woda w czajniku. Zrobiłam sobie herbatę i usiadłam w salonie. Pociągając mały łyk wyjęłam telefon z kieszeni i wybrałam numer do Niall'a/ Po krótkim namyśle chciałam się rozłączyć  bo doszłam do wniosku, że mamy inne strefy czasowe lecz usłyszałam odzew z jego strony.
Ch- Jak tam trasa?- spytałam podekscytowana.
N- Całkiem nieźle. Widziałaś wczorajszy występ?
Ch-Nie zdążyłam od początku, ale byłam już na Rock Me.
N- Kurde... wszystko na marne!- usłyszałam jakiś trzask.
Ch- Niall, wybacz mi ale chciałam i to nawet nie wiesz jak bardzo,
N- GDYBYŚ NA PRAWDĘ CHCIAŁA TO POSTARAŁABYŚ SIĘ BARDZIEJ!- odparł z furią.
Ch- Nie mów do mnie w ten sposób!
N- Będę mówił jak mi się spodoba!
Ch- Zachowujesz się jak rozwydrzony bachor!- krzyczałam.- Postępując tak stracisz wszystkich, których kochasz, nie rozumiesz tego?!
Rzuciłam telefonem w równoległą ścianę i pogrążyłam się w płaczu. Przecież on nigdy taki nie był. Może dopiero odkrywam jego prawdziwe 'ja'? Albo coś się stało. Nie mogłam tego zrozumieć...

czwartek, 18 lipca 2013


Rozdział 84


* z perspektywy Alex *

Obudziło mnie silne pukanie do drzwi, lecz nie byłam zła, bo napawał mnie dobry humor. Podrapałam się po głowie i otworzyłam drzwi. Po ich drugiej stronie stało Colin. Zdziwiona nie zdążyłam nic powiedzieć, bo nasze usta przylgnęły już do siebie. Po chwili opanowałam się i odepchnęłam go, zatrzaskując drzwi przed jego nosem i uciekając do swojego pokoju. Trzaskiem obudziłam Charlie, która nie wiedziała o co chodzi.
Ch- Co jest...
A- Nie mów nic, tylko ratuj!- krzyknęłam w jej stronę.
Zdziwiona blondynka poszła do przedpokoju i już wiedziała w czym jest problem. Chłopak ciągnął za klamkę krzycząc.
C- ... proszę Cię. Porozmawiaj ze mną do cholery! Nie chcę nic więcej, tylko jedną głupią rozmowę!
W jego głosie słyszałam nutę smutku, żalu oraz rozczarowania. Przez chwilę czułam, że zaraz się złamię, ale nadal siedziałam przy swoim łóżku pogrążona łzami.
Ch- Colin, nie ma jej tu.- powiedziała do niego otwierając drzwi.
C- Charlie, na miłość boską widziałem ją przed chwilą!
Ch- Skąd wiesz? Może Ci się tylko zdawało? Masz jakieś przewidzenia?- brnęła dalej.
On w to nie wierzył. Przecisnął się pomiędzy nią a drzwiami i zmierzał do mojego pokoju.
C- Nie rób ze mnie idioty, nie dziś.
Ch- Ale ja tylko chcę...
C- Proszę, nie dziś.- Colin odwrócił się od niej i zapukał cichutko do moich drzwi, naciskając lekko klamkę.
Wszedł przekręcając kluczyk w drzwiach. Kurde, czemu ja na to nie wpadłam?! Usiadł koło mnie po turecku i przypatrywał się mojej twarzy z miną, której nie byłam w stanie rozszyfrować.
C- Zacznijmy wszystko od nowa.- rzekł.- Wiem, że wydaje się być niemożliwe, ale razem damy radę. Wystarczy, że mi tylko zaufasz...
A- Colin. ehh...- zaczęłam- wiesz, że tak się nie da.
C- Obydwoje wiemy, że coś do mnie czujesz.
A- A ty wykorzystujesz to.
C- Alex, to nie tak. Po prostu mam dość tej niepewności z twojej strony. Jednego dnia przychodzisz do mnie, przytulasz i jest wszystko okay, a nazajutrz nie chcesz mnie znać.
A- Przykro mi, ale wiesz...
C- NIE, WŁAŚNIE NIE WIEM!
A- NIE KRZYCZ NA MNIE!- zaczęłam głośniej łkać.- Po prostu nie chcę wyjść na ździrę, która tak łatwo się wszystkim daje!- przetarłam oczy i schowałam twarz między poduszkami ściągniętymi z łóżka.
Colin przysunął się, obejmując mnie jednym ze swoich ciepłych uścisków. Oparłam głowę o jego pierś, a on głaskał mnie po włosach. Tym razem nic nie powiedział, za co byłam mu wdzięczna. Był teraz cichym oparciem, którego tak bardzo potrzebowałam. Takiego właśnie go kochałam. Niestety, nie mogłam w jednej chwili pozbyć się wszystkich uczuć skierowanych do Harry'ego.

* z perspektywy Niall'a *

Wróciłem zaspany do pokoju i od razu rzuciłem się na łóżko. Japonia tak spodobała się chłopakom, że przez cały dzień musiałem dosłownie za nimi biegać. Otarłem czoło z potu i zerknąłem na zegarek. 2 godziny do występu. Za każdym obrotem wskazówki przewracało mi się w żołądku. Aby się odstresować sięgnąłem po gitarę i poćwiczyłem parę chwytów. 1,5 godziny. Udałem się wziąć prysznic, który był najdłuższy w moim życiu ((no może nie licząc tego po bliskim spotkaniu ze skunksem)). Przeprałem się w czyste ubrania i bezczynnie usiadłem przed telewizorem. Oczy zamykały mi się z każdą nadchodzącą sekundą coraz częściej. Niezauważenie do pokoju wszedł Louis klepiąc mnie po ramieniu.
L- Już czas,
Przetarłem twarz i udałem się tuż za nim. Jadąc czarnym autem (chyba firmy alfa romeo) patrzałem na otaczający mnie krajobraz, który już tak mnie nie zachwycał. Czegoś mi tu brakowało, albo raczej kogoś. Wyjąłem telefon z kieszeni i wysłałem sms'a do Charlie.
hej, znajdź link do dzisiejszego występu i obejrzyj chociaż początek, to ważne.
Byliśmy już na miejscu. Stojąc za kulisami przejąłem mikrofon od Liam'a i weszliśmy na scenę. Wybiegliśmy na nią; towarzyszyły nam krzyki fanów.
N- Hej, dzięki wam wszystkim za przybycie! Wiem, że zazwyczaj inaczej zaczynamy nasze występy, ale to dość wyjątkowa sytuacja.....


______________
wybaczcie, że rozdział tutaj jest tak późno ale blogger mi się popsuł! ehh... 
ale dziś już działa! tak więc szykujcie się, że jutro będzie nowy rozdział!

PS ZAŁOŻYŁAM NASZYM POSTACIOM TWITTERY:
ALEX- @devlinalex 
CHARLIE- @charlieebelly 
MATTY- @mattyrogerrs 
COLIN- @coolinwalker 
HARRY- @sttyleshaarry 
NIALL- @mattyrogerrs 
Dzięki nim będziecie lepiej mogli poznać myśli naszych bohaterów i wczuć się w ich sytuację c;

Mam nadzieję, że za to wszystko nie jesteście na mnie bardzo źli, kocham was Dżess.

sobota, 15 czerwca 2013

Rozdział 83

* z perspektywy Harry'ego*

Wylądowaliśmy niedawno na lotnisku. Powitały nas okrzyki fanów. To było niesamowite. Wszystko było takie inne. Samochody, jedzenie, ludzie... Rozdaliśmy dość sporą liczbę autografów i udaliśmy się prosto do hotelu. Zmiana czasowa męczy ale da się do niej przywyknąć. Tym razem każdy z nas miał pokój osobno. Może i sumie lepiej... Każdy z nas miał swoje sprawy, z których nie chciał się spodwiadać, a może raczej ujawniać jej szczegóły. Wstałem właśnie by zgasić światło gdy usłyszałem pukanie do drzwi. Niechętnie lecz jednak otworzyłem. Stał za nimi Niall,
N: Musimy porozmawiać.
H: Stary, o tej porze?- spojrzałem znacząco na zegarek na mojej lewej ręce.
Blondyn przeszedł przez małą szparę pomiędzy mną ,a drzwiami i usiadł na rogu łóżka. Zatrzasnąłem je za nim i rzuciłem się obok.
H: A więc o co chodzi.- zapytałem wpatrując się na niego.
N: Wziąłeś tekst piosenki?
H: Której?
N: Nie udawaj debila, co? Chodzi mi o Irresistible.
H: Oh, o tą chodzi. Zawsze ją mam przy sobie.
N: Świetnie. Jutro ją zaśpiewamy.
H: Ale jak jutro? Przecież ona nie jest dopracowana! I nie ma jeszcze utworzonego podkładu do niej!
N: Hazz, wykonamy ją a capella. 
H: Jesteś pewny?
N: A ty nie?
H: Nie sądziłem, że coś z tego wyjdzie.
N: To najwidoczniej byłeś w błędzie.
H: Dobra, porozmawiam z Paulem, a ty zajdź do chłopaków i rozłóżcie tekst na zwrotki.
N: Dobra. trzymaj się.
Wyszedł. Odetchnąłem z ulgą. Ale dlaczego akurat jutro? Nie możemy tego zrobić kiedy indziej? Mamy tyle koncertów przed sobą. A co jeśli to nie współgra z innymi piosenkami? Olać to... idę spać. 

* z perspektywy Alex*

Wróciłam do domu około 22. Zgaszone światła, pozasłaniane rolety, mały błysk światła dobiegającego z telewizora w salonie. Rzuciłam torbę przy drzwiach od mojego pokoju i usiadłam na kanapie. Dom był... pusty. Gdzie jest Charlie? Czekałam na nią do drugiej w nocy. Gdy w końcu chciałam iść ją szukać drzwi otworzyły się. 
A: Hej.- powiedziałam niepewnie. Niepewnie? Dlaczego? Przecież nic nie zrobiłam! To dlaczego atmosfera była tak napięta?
Ch: O cześć, widzę, że już wróciłaś.
A: Najwidoczniej...
Siedziałyśmy obok siebie w milczeniu. Żadna z nas nie zaczynała tematu. To dziwne, normalnie zaczęły byśmy opowiadać jak było itd...
Ch: Jak było w mamy Harry'ego?
A: W porządku. A działo się coś w tym czasie w Londynie?
Ch: Nie, było tak jak zawsze.
A: Na pewno?
Ch: A może nie?! CO MIAŁO BY SIĘ DZIAĆ?! Dobra wiesz co, nie ważne. Idę spać.
Weszła do swojego pokoju i trzasnęła drzwiami. Matko, co jej jest. Wiem, że powinnam iść z nią porozmawiać ale niech ochłonie. To nie ucieknie. Teraz dam jej racjonalnie pomyśleć, niech się wyśpi. Może jej przejdzie. Sama też udałam się do siebie.

* z perspektywy Charlie*

Leżałam z twarzą w poduszce i waliłam nogami o łóżko. Wszystko okay? Na pewno? Tak, tak.., gówno prawda! Nic nie jest okay! Mam już tego dość. Nie. Po co ja tu przyjeżdżałam?! Zrobiłam sobie tylko jakieś głupie nadzieje, mogłam słuchać mamy, Ona miała rację, nic nie jest takie proste. Zabijam tylko siebie od środka. Chcę wrócić do tego co było i uciec od tego co jest i zarazem będzie. Ughhh... Sięgnęłam po telefon. Włączyłam galerię zdjęć i zaczęłam wszystko po kolei kasować. Zdjęcie Big Bena *skasowane*, Londoy Eye *skasowane*, pierwszy raz w nando's... Wszystko zaczęło mi się przypominać. Poznanie Colina i Mattiego, wpad do nando's, frytka w twarz, 
odkrycie ,że chłopaki są w zespole, pierwsza lekcja śpiewu w nowej szkole, Alex w szpitalu, impreza, wypad w góry, LA oraz masa innych rzeczy tutaj. Może nie wszystkie były szczęśliwe, ale na pewno wiele dla mnie znaczą. Nie mogę teraz tego tak zostawić. Swoich marzeń, przyjaciół. Londynu, Alex no i Nialla... Choćbyśmy mieli być tylko przyjaciółmi. Wstałam, otarłam łzy i poszłam do pokoju Devlin. Położyłam się obok niej i razem patrzałyśmy w sufit. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i pokazałam jej zdjęcie zaraz zrobione po narkozie, podczas wizyty w szpitalu.
Ch: Pamiętasz?
A: Serio? Nadal to masz!
Wybuchnęłyśmy śmiechem.
Ch: Choć nie było Cię tak krótko, to brakowało mi Ciebie.
A: Mnie Ciebie też. Nigdy już siebie nie zostawiajmy!
Ch: Ej no, bez przesady!
A: Dobra, masz rację. Ale serio, dobrze bawiłam się z Harrym, ale nie tak jak z Tobą.
Ch: Nie przesładzaj już tak.
A: Cicho bądź bo Cię zepchnę z łóżka!
Ch: Tylko spróbuj!
Resztę wieczoru spędziłyśmy na oglądaniu zdjęć, przekomarzaniu się oraz opowiadaniu o tym co robiliśmy i chcemy zrobić. Tak chyba powinno być.

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Rozdział 82

* z perspektywy Charlie *


Nie wiedziałam co robić. Rzucałam się po kanapie szukając konta dla siebie. Ciemność ogarniała mieszkanie, lekkie światełko dawał blask z latarni za oknem. Płatki śniegu delikatnie obijały się o parapet. Rzuciłam już drugie pudełko od czekoladowych lodów na ziemię, oblizując łyżkę. A co jeśli Niall właśnie pakuje się? Co jeśli właśnie jest w drodze na lotnisko, albo planuje lot do Irlandii? Nie mogłam przestać zaprzątywać sobie tym głowy. Zgasiłam telewizor i położyłam się pod kocem próbując zasnąć. Godziny migały przed moimi oczami, pędziły niczym liście na wietrze. Nie, nie mogę tak! Wstałam dynamicznym ruchem z kanapy i założyłam adidasy. Sięgnęłam po klucze z komody i wybiegłam z domu. Pojechać do niego do domu? Może być już za późno... Wsiadłam do taksówki, pod pobliskim hotelem.
T: Dokąd jedziemy?- spytał mężczyzna dodając gazu.
Ch: Na lotnisko proszę.

* z perspektywy Harry'ego*


Leżeliśmy z Alex na kanapie w salonie i rozmawialiśmy o najbliższej przyszłości. Opowiadała mi ona o ważnych rozgrywkach, które niedługo mają nadejść i jak wiele dla niej znaczą.
A: Przyszedłbyś na eliminacje?- spytała niepewnie.
H: Hmmm.... nie.
A: Dobra, to zaczynają się... Powiedziałeś nie?
H: Przecież wiesz, że żartowałem.- powiedziałem śmiejąc się.- A poza tym tak długo o tym mówisz, że już wiem co i jak.
A: Cicho, stresuję się. To będzie najważniejsza liga w moim życiu. Jeszcze nic nie wiadomo, ale ponoć ma przyjść trener z Amerykańskiego college'u wybierać najlepszych do swojej drużyny.
H: I co, wyjechałabyś?- spytałem.
A: Nie wiem, pewnie tak. A ty nie?- odparła.
H; Nie wiem, pomiędzy UK, a US jest nie mała różnica...
A: Ale sam wiesz przecież, że gdy chodzi o marzenia to nic nie stoi na drodze.
H: Racja...
Nie chciałem drążyć dalej tematu.Ameryka? To odpadało. Nie powiedziałem jej tego, ale liczyłem, że jej nie przyjmą. Niestety, skubana dobra jest. Ale wszystko dopiero przed nami, dopiero luty, pierwszy mecz w maju, wybory pod koniec czerwca. Cztery miesiące, ughhh... Liczyłem na więcej czasu. Ale może to i dobrze? Może zbyt długo zwlekałem? 
H: Chwileczkę. Jeśli mogę zapytać. On wybierze i dziewczyny i chłopaków?
A: Emm... no tak. A co?
H: Jakoś nie podoba mi się wizja ,że ty i Collin mielibyście chodzić znów do tej samej szkoły, grać w jednej drużynie i mieszkać w jednym akademiku bądź nawet pokoju!
A: Haha nie denerwuj się tak, on mnie nie interesuje. Może w końcu poznam kogoś odpowiedniego...
No tak, mogłem się tego domyślić. DZIEWCZYNO, SPÓJRZ NA MNIE! JA JESTEM DLA CIEBIE ODPOWIEDNI!- krzyczałem w głowie.
A: Ale na razie cieszę się z tego co mam i co jest.- Alex spojrzała na mnie znacząco i uśmiechnęła się szeroko. 
Chciałem przytulić ją do siebie lecz nagle zaczął dzwonić mój telefon.
H: Przepraszam na chwilkę.- odebrałem i podszedłem do okna.
P: Cześć Harry, pilna sprawa.- to Paul, manager.
H: Słucham Cię.
P: Odwołuj wszystkie swoje plany, dzisiaj wieczorem lecimy do Japonii. 
H: Ale jak do Japonii? Czy ty robisz sobie ze mnie jaja?!
P: Słuchaj, od miesięcy próbowaliśmy załatwić tam serię koncertów, a teraz się udało i nie oszukujmy się- nie za małe pieniądze. Podjechać po Ciebie czy sam dotrzesz na lotnisko?
H: O której mam być?
P: Za piętnaście dziewiąta najpóźniej. 
H: Dobra, postaram się.
P: Harry, wiesz, że nie chcę dla Ciebie i dla chłopaków źle. Taki jest bizznes, trzeba się poświęcać jeśli chce się coś osiągnąć.- rozłączył się.
Schowałem telefon do kieszeni i parsknąłem.
A: Coś nie tak?- spytała zaciekawiona.
H: Jadę do Japonii.
A: To fantastycznie!- wykrzyknęła.
H: Nie, to nie fantastycznie.
A: Dlaczego? Przecież przed chwilą mówiłeś, że to co najbardziej kochasz w swoim życiu poza śpiewaniem to podróżowanie. Nie rozumiem...
H: Nie chodzi o sam ten kraj, chodzi o to, że termin to już dziś...
A: Oh, już dziś.
H: Tak mi przykro..,
A: Nie, nic nie szkodzi. Rozumiem. Rób co musisz.
H: Pójdę zadzwonić do Niall'a.
A: A ja spakuję się.
H: Mamy jeszczę trochę czasu.
A: Nie, wolę mieć to za sobą.

* z perspektywy Niall'a *


Wziąłem prysznic i leżałem na łóżku patrząc bezczynnie na telewizor zmieniając co chwila kanał. Przetarłem twarz w dłonie ze zmęczenia. 19.31. Postanowiłem przejść się na spacer. Miałem wyjść właśnie z domu, gdy zadzwonił nasz domowy telefon. Podszedłem odebrać.
N: Niall Horan z tej strony, w czym mogę pomóc?
H: Niall, słuchaj to ja Harry. Dzwonił już do Ciebie Paul?
N: Cześć, nie, a co się dzieje?
H: Masz być dzisiaj przed 21 na lotnisku, lecimy do Tokio. 
N: Stary, nie rób sobie ze mnie żartów.- miałem już odłożyć słuchawkę gdy usłyszałem podwyższony głos Stylesa.
H: Jestem tak samo zaskoczony jak ty, uznałem, że wolisz dowiedzieć się tego ode mnie. 
N: Ehh.... Dobra, to do zobaczenia za niecałą godzinę.
N: Trzymaj się.
No to ze spaceru nici. Ściągnąłem buty oraz kurtkę i poszedłem się pakować. Azja... To przecież tak daleko. Sam nie wiedziałem czy powiedzieć o tym Charlie. Nie chce już jej niczym zaprzątać głowy i tak pewnie nie chce mnie znać. Ale tyle pewnie nas nie będzie, a w końcu i tak się dowie. Dobra, na razie nie, później. 
Spakowałem wszystko co uznałem za słuszne. Ciągnąłem walizkę do wyjścia i zgaszałem światło gdy moi oczom ukazała się czarna maska z balu. Tyle wspomnień w jednej rzeczy. Sięgnąłem po nią i wyszedłem z domu. Jadąc taksówką patrzałem na zaśnieżony Londyn. Możliwe, że jak już wrócę biały puszek może zniknąć. Zapłaciłem i zabrałem bagaż z bagażnika. Drzwi otworzyły się przede mną. Wszedłem do środka. Rozejrzałem się dookoła, chłopaków jeszcze nie było. Ten wyjazd to żart czy nie?! Poczułem dotyk dłoni na mym ramieniu.
Ch: Proszę Cię, nie wracaj do domu.
Odwróciłem się. Przed moimi oczami stała znów zmarznięta Charlie chociaż teraz miała na sobie dresy, a nie piżamę. Ale i tak to za mało jak na taką pogodę.
Nie wytrzymałem, puściłem walizkę i przytuliłem ją do siebie. Jej zimne palce dotykały mojego karku.
N: Skąd wiedziałaś ,że tu będę?- spytałem nieco zaskoczony.
Ch: W sumie to nie wiedziałam, ale to nie ważne. Proszę Cię tylko o jedno abyś nie jechał nigdzie.
N: Nie jadę do Irlandii.- na jej twarzy pojawiła się znacząca ulga.- Ale jadę do innego miejsca.
Ch: Ale po co? Czy to moja wina? Przecież nie...
N: Lecimy z chłopakami do Japonii. Powtarzająca się seria koncertów...
Ch: Ale dlaczego mi nie powiedziałeś?- spytała z nutą żalu w głosie.
N: Wybacz, sam się dopiero dowiedziałem. 
Zauważyłem jak przez główne drzwi wchodzi Liam z Louisem.
Ch: Lepiej już pójdę.
N: Też tak sądzę.
Odeszła. Nie pożegnała się, nic nie powiedziała, nawet nie odwróciła się. Poszła, a ja nie mogłem nic na to poradzić...


sobota, 18 maja 2013

Rozdział 81

*z perspektywy Alex*

Obudziłam się rano z rozmazanym tuszem na całej twarzy. Wyszłam z łóżka Harry'ego i udałam się prosto do łazienki. Przemyłam twarz i spojrzałam w lustro, gdy w odbiciu przyuważyłam Stylesa.
A- Już nie śpisz?- spytałam.
H- Nie wiem jak tobie, ale mi spanie do 10 nie wystarczy.- odparł śmiejąc się.
A- Nie mogłam spać.- minęłam go i poszłam do pokoju, w którym miałam spędzić noc. Złapałam z torby byle jakie spodnie oraz koszulkę i poszłam się przebrać. 
H- Chcesz może porozmawiać?
A- Dlaczego tak sądzisz?- spytałam zdezorientowana.
H- Widzę, że coś jest nie tak. Przejdźmy się.
A- Jak chcesz.- odparłam.
Po piętnastu minutach bez żadnego słowa wyszliśmy z domu. Śnieg delikatnie spadał nam na ramiona. Maszerowaliśmy równym tempem przed siebie. Słońce muskało nasze twarze. Zatrzymaliśmy się dopiero nad rzeczką w pobliskim parku. Kucnęłam łapiąc się barierki. 
H- Co masz na sumieniu?- przerwał ciszę.
A- Sama nie wiem.
H- Wczoraj wieczorem... Wszystko było w porządku, aż do wieczora. Nie rozumiem tego.
A- Mam po prostu czasem takie chwile, gdzie wszystko traci sens. Nie umiem Ci tego wyjaśnić. 
Obydwoje znów pogrążyliśmy się w ciszy. Chciałam właśnie wstać i iść dalej gdy usłyszałam wołanie, Odwróciłam się i dostałam śnieżką prosto w twarz.
A- Serio?- spytałam z sarkazmem,
Styles podrzucał śnieżkę w ręce szyderczo się uśmiechając.
A- Rzucasz mi wyzwanie?
Po chwili śnieg był wszędzie. Uciekaliśmy, chowaliśmy się za drzewami i ciskaliśmy w siebie białym puchem najszybciej jak tylko się dało. W pewnym momencie Hazz poślizgnął się na lodzie i poleciał wprost na mnie. Leżeliśmy na sobie, a nasze usta prawie się stykały. Czułam na sobie jego oddech.
A- Co powiesz na remis?- spytałam.
H- Jak najbardziej mnie satysfakcjonuje.



* z perspektywy Nialla*

Minusowa temperatura, cały Londyn pokryty w śniegu. Ludzie trzęśli się z zimna w swoim kurtkach, podczas gdy Charlie gdzieś siedziała tutaj w samej piżamie. Musiałem jak najszybciej ją znaleźć.
M- Co robimy?
N- Nie wiem jak ty, ale ja zamierzam ją znaleźć.- odpowiedziałem z pogardą.
Początkowo truchtaliśmy razem pomiędzy wszystkimi uliczkami w okolicy ale postanowiliśmy się rozdzielić... na szczęście. Zaglądałem wszędzie lecz po niej nie było ani śladu. Chwilami zastanawiałem się czy może nie wróciła do domu, albo czy Matty nie zauważył jej pierwszy. Ale nie chciałem się poddawać, intuicja podpowiadała mi co innego. Złość już mi opadła, teraz byłem zmartwiony. Bezradnie patrząc w niebo przypomniała mi się sytuacja w górach. Może nie była to najlepsza wprawa w moim życiu, ale pokazała mi, że wszystko jest możliwe i nie można tracić nadziei. Czas mijał, robiło się coraz chłodniej. Miałem zamiar wracać gdy zauważyłem zza rogu czyjąś nogę. Podszedłem tam i zauważyłem ją. Jest. Była tam, siedziała skulona, a jej ciało drżało. 
Ch- Odejdź.
N- Chodź ze mną.
Ch- Proszę Cię, odejdź.
N- Nie możesz tu tak siedzieć, zamarzniesz.
C- Nie chce tam wracać.
Patrzałem tylko jak jej ciemnofioletowe usta ledwie się otwierały. Wyciągnąłem do niej rękę i spojrzałem błagalnie.
N- Nie ma go tam. Wróć do domu, a ja też zniknę.
Chwyciła za nią. Dałem jej swoją kurtkę i zaciągnąłem do ciepłego pomieszczenia najszybciej jak się dało. Charlie usiadła na kanapie przykryta kocem i popijała herbatę ,a ja robiłem, a raczej usiłowałem zrobić jej coś do zjedzenia. Po jakimś czasie, gdy opanowałem sytuację położyłem na stoliku obok niej dwie kanapki na talerzu i udałem się do drzwi.
N- Jeśli będziesz chciała porozmawiać, zadzwoń.
Ścisnąłem klamkę w dłoniach. Miałem już wychodzić, gdy spytała.
Ch- Wracasz do Irlandii?
Stałem tyłem do niej i patrzałem w drzwi. Nie wiedziałem co jej odpowiedzieć, bo nie wiedziałem jak postąpię.
N- Nie wiem.- tylko to przychodziło mi do głowy.
Ch- Aha...
Nasze wzajemnie spojrzenie trwało z jakąś minutę. Gdy wiedziałem już, że nic nie ma do powiedzenia wyszedłem i udałem się do swojego mieszkania, które pustoszało.