poniedziałek, 4 listopada 2013


Rozdział 90

* z perspektywy Alex *

Przez całą noc nie mogłam spać. Ciągle miałam w głowie wczorajszy moment, gdy wirowałam po całej sali w objęciach z Harrym. Przez reszte wieczoru byłam kompletnie nieobecna. Z resztą, czy teraz jestem? Wątpie, a to nie dobrze. Za trzy godziny zaczynam najważniejszy mecz w moim życiu. To będzie gra o wszystko i o nic. Gra o spełnienie marzeń. Rzuciłam poduszką o ścianę i ledwie się podniosłam z łóżka. Sięgnęłam po telefon. Zero powiadomnień. Nie abym na coś czekała, ale... z resztą nie ważne. Teraz potrzebuje pełnej koncetracji.


* z perspektywy Charlie*

Dlaczego tak okropnie sie złożyło? Jutro zakończenie roku szkolnego, a dzisiaj specjalne pokazy. Dzisiaj jest moja jedyna szansa na sukces, ale zarówno Alex. O trzynastej na szkolnej auli rozpoczyna się wielki występ, na którym znajdzie się jakiś producent muzyczny. Okropnie się denerwuje. Co chwilke zerkam na swoją piekną sukienkę wiszacą przy szafie. Tym dniem ekscytuje się jeszcze bardziej niż balem. Chociaż wczorajszy wieczór był wspaniały. Wtuliłam się mocniej w ramię śpiącego Niall'a obok mnie na łóżku.
N- Cześć maleńka.
Ch- Przepraszam, obudziłam Cię?
N- No co ty, nie.- dał mi buziaka w policzek.
Zacisnęłam rece wokół jego szyi.
Ch- Boje się.
N- Coś się stało?
Ch- Nie, tylko ten występ...
N- Nie denerwuj się. Pamiętaj, że najważniejszy jest fakt, aby podążać za marzeniami.- blondyn położyl mi dłonie na biodrach i przylgnąl do mnie całym ciałem.
N- Kocham Cię.
Ch- Nigdy mi tego nie mówileś...
N- Ale zawsze to czułem.



* z perspektywy Harry'ego*

Zegarek wskazywał czternastą dwadzieścia. Stanąłem na tylnych trybunach boiska, należacego do liceum, w którym wczoraj wystepowaliśmy.  Do końca meczu pozostało tylko dziesięć minut, a na tablicy widniał winik dwa do dwóch. W sumie nie wiem czemu ukrywałem się. Wiedziałem, że między nami nic nie ma, ale potrzebowałem jej. Chyba bałem się, że moja obecność zdekoncentruje ją. Po gwizdku zamierzałem wyjść i zapomnieć o wszystkim. 

* z perspektywy Alex*

Mecz finałowy pomiędzy nami, a bostońską drużyną zmierzał do końca. To był czas na ostatnią akcję. Wybiłam się szybko na przód dryblując piłką między nogami. To był ten czas, teraz albo nigdy. Biegłam tak szybko jak tylko potrafiłam. Kopnęłam piłkę z całej siły i upadłam na murawę. Sędzia dmuchnął w gwizdek. Zaciągnęłam koszulkę na twarz. Miałam już się rozpłakać, gdy usłyszałam krzyki. Nagle ktoś się na mnie rzucił.
C- Alex! Alex trafiłaś! Udało Ci się, dzięki tobie wygraliśmy mecz!
I tak się popłakałam, lzy ciekły mi po twarzy.
A- Naprawdę?
C- TAK!
Rzuciliśmy się w swoje ramiona i mocno ściskaliśmy,  gdy nagle podszedł do nas trener.
T- Widzicie tego faceta obok wejścia?- wskazał palcem-  To prezes drużyny piłkarskiej z Uniwersytetu Miami. Nazywa się Martin Stoneli i chce z wami porozmawiać i to w trybie pilnym.
Siedzieliśmy jak zahipnotyzowani, gdy trener popchnął nas w jego stronę. Zdenerwowani podbiegliśmy niemalże na niego wpadajac.
S- Witam, nazywam się Martin Stoneli, nie mam wiele czasu, wiec przejdę do sedna. Chce wam zaoferowac miejsce w mojej drużynie oraz naukę w jednym z najlepszych uniwersytetów na Florydzie. Co wy na to?
A- Ja...Znaczy... Ale...
C- Tak! Zgadzamy się.- spojrzał na mnie,a ja kiwnęłam glową.
Przez dziesięć minut rozmawialiśmy o szczegółach, gdy nagle okazało się, że drużyna zaczyna treningi od weekendu i będziemy musieli wyjechać już jutro. Stałam tam zamurowana, aż w końcu rozeszliśmy się.
Colin złapał mnie za rękę i szliśmy do szatni.
C- Nieuważasz, ze to cudowne. Razem, ty i ja, w jednej drużynie, w jednym collegu.
A- Tak, to naprawdę wspaniałe...
C- Hej, coś jest nie tak?
A- Nie, tylko wydaje mi się, że to wszystko dzieje się za szybko. 
C- Jesteś gotowa, nie martw się. 
A- Pójdę do łazienki.
Musnęłam go po ramieniu i zawróciłam.
Skręcałam ju przy schodach, gdy nagle na kogoś wpadlam.
A- Oj, przepraszam.- podniosłam glowę  i nasz wzrok znów się spotkał. Harry.
Staliśmy przez dłuższą chwilę w ciszy nie zwracając na nic uwagi.
A- Co ty tutaj robisz?
H- Nie moglem przegapić tego meczu. Mówiłaś o nim, od kiedy się poznaliśmy.
A- To miłe.
Uśmiechaliśmy się do siebie, ale nagle zesmutniałam.
H- Coś się stało?- brunet położył swoją dłoń na moim policzku.
A- Harry, ja wyjeżdżam. Będę studiowała w Ameryce.
Zetknęliśmy się czołami i znów pogrążyliśmy się w ciszy.
H- Muszę już iść.
A- Rozumiem.
H- Miło, miło mi było Cię poznać Alex.
A- Powodzenia. Na pewno dasz sobie radę.

* z perspektywy Mattiego *
 
Ch- Only ever in dreams I warp my arms around you. And standing in the water with me. I can tell you what I wanna tell you. And I hope it's not just a bad dreams., hope it's just not a bad dream...
Razem z innymi ludźmi wstalem i zacząlem klaskać tak mocno jak tylko umiałem. Jestem pewien, ze ta dziewczyna osiągnie kiedyś ogromny sukces. 
Charlie skromie podziękowała i zeszłanze sceny. To był ostatni występ dzisiejszego dnia. To był ostatni występ w tym roku. Poczekałem spokojnie aż wszyscy ludzie wyjdą z auli aby przeczytać na szkolnym korytarzu wywieszone wyniki z testów maturalnych. Gdy mialem już podejść zauważylem ją wtuloną do Nialla. Odłożyłem na siedzenie za mną różę, którą mialem jej podarować i wyszedlem. Uschnie powoli w samotności jak ja.

niedziela, 20 października 2013

Rozdział 89

* z perspektywy Harry'ego*

H- Nie wiem jak to wyjaśnić.
P- Po prostu następnym razem siedź z tyłkiem w domu i nigdzie się nie ruszaj, okay?- położył pieniądze na ladę i wyszedł.
H- Paul, wiesz, że specjalnie nie rozbiłem tego auta!
P- Piętnaście tysięcy Harry, piętnaście! Odciągnę Ci to z następnej pensji za występ. A teraz wychodź stąd i idź do domu. Za dwie godziny przyjedzie po Ciebie Liam.
H- Okay.- minąłem policjanta i skinąłem głową w jego stronę na pożegnanie. Ten weekend... lepiej zapomnieć o tym. W oddali słyszałem tylko sapiące odgłosy.
P- Trzy dni... nie wierzę, co wstąpiło w tego dzieciaka...





* z perspektywy Alex*

Idąc pod ramię z Colinem popchnęłam lekko drzwi. Miganie świateł poraziło mnie i odruchowo zakryłam twarz. Wstąpiliśmy powoli między bawiących się ludzi. Moja fioletowa suknia muskała lekko podłogę szkolnej sali gimnastycznej. Rozejrzałam się dookoła niej. To wszystko, tak szybko minęło. Ten rok, ta przygoda... niedługo dobiegnie końca. Zaczęłam się uśmiechać, ale po policzku spłynęła mi łza. Ostatni tydzień, eh. Jutro finał, potem wyniki matury. Spojrzałam w bok i nasze spojrzenia złączyły się. Nie musieliśmy nic mówić, oboje czuliśmy to samo. Wiedzieliśmy, że wszystko na co ciężko pracowaliśmy przez te wszystkie lata ziści się, ale również to, że stracimy coś bardzo cennego. 
C- Mogę prosić do tańca?
A- Ależ oczywiście.- podałam mu dłoń i wmieszaliśmy się w tłum. Zamknęłam powoli oczy i oddałam się muzyce. 



* z perspektywy Charlie*

Stałam przy bufecie czekając aż mój 'książę' wyjdzie z łazienki. Ruszałam lekko biodrami patrząc jak moja sukienka lata w tę i we w tę. Razem z Alex postanowiłyśmy włożyć sukienki, które kupiliśmy w ferie zimowe. Już raz przyniosła mi szczęście, może uda się i tym razem. Nagle poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Odwróciłam się i Matty wyszczerzył do mnie swoje śnieżnobiałe zęby.
M- Wybacz, że tak długo, ale wynagrodzę Ci to jak tylko zechcesz madame.
Ch- Zatańczmy.
M- Właśnie miałem to zaproponować.
Było mi strasznie głupio. On tak się starał, ale ja już nie czułam do niego to co podczas pierwszych dni w tej szkole. Niall ogarnął całe moje ciało, potrafiłam myśleć tylko o nim. Nikt inny się nie liczył. Bez względu na wszystko nie mogłam zrezygnować z tego uczucia, nie teraz. Jest za późno.  Nagle muzyka przestała grać. Wszyscy stanęliśmy zdezorientowani i wpatrywaliśmy się w stronę jakiegoś nieznanego zespołu, który nam przygrywał.
D- Drogie uczennice i uczniowie. W imieniu dyrekcji naszej szkoły chciałbym wam bardzo pogratulować. Przez te kilkanaście lat dzień w dzień musieliście stawać czoło w czoło ze swoimi problemami i pokonywać je. Kształciliście się i rozwijaliście swoje pasje. Zdawaliście test maturalny. Teraz to co się dzieje to nie jest koniec waszej drogi, nie. To dopiero jej początek. Cieszymy się, że mogliśmy uczyć takie wspaniałe osoby jakimi jesteście oraz życzymy dalszych sukcesów. A teraz nie przeciągając. Wiem, że zebraliście się tu wszyscy aby się bawić, a nie słuchać mojego przemówienia. To na co wszyscy czekali- One Direction.- na sali wszyscy zaczęli klaskać. To co mówił dyrektor poruszyło nas, ale w mojej głowie dźwięczały dwa ostatnie słowa One Direction... One Direction... One...
Okłamał mnie. Powiedział, że nie może ze mną być, wyjeżdża, ale przecież jest tu teraz. Chyba bez niego by nie wystąpili, ani on nie wystąpił by gdzie indziej sam. Nie rozumiem tego wszystkiego... Pobiegłam. Przepychałam się przez ludzi do wyjścia. Świerze powietrze. Usiadłam przed wejściem na schodach i schowałam twarz w dłoniach. Płakałam.



* z perspektywy Harry'ego*

N- Stary, czy tylko mnie ta szkoła wygląda dziwnie znajomo?
H- Też ją coś właśnie kojarzę. Nie graliśmy tu może wcześniej?
N- Nie, na pewno nie. To jest liceum?- rozejrzałem się wokół i nagle zobaczyłem ją. Stała obok niego, trzymając kurczowo jego dłoń. Alex... Wyglądała tak ładnie, a za razem była przygnębiona. W jej smutku kryło się piękno. 
H- O mój Boże...
N- Harry, co jest?
H- Pomyśl, nie wiesz gdzie jesteśmy? Byliśmy tu setki razy...- Niall spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
H- To szkoła Charlie i Alex. Teraz poznajesz?
N- Żartujesz? Proszę Cię, powiedz, że żartujesz!
H- Nie, ale to chyba dobrze się składa, dlaczego się denerwujesz?
N- Miałem być na tym balu, miałem tu być z Charlie! Ale odmówiłem jej z powodu jakiegoś głupiego występu. A teraz co, jestem tu?
H- Zrozumie, ona to zrozumie...
L- Dobra chłopaki, kończymy pogaduchy i zaczynamy.
Z- No to najpierw na rozruszanie Up All Night?
Lo- Tak, to dobry pomysł.
H- Chłopaki- przerwałem- zmiana planów. Proszę.
N- Co ty chcesz...
H- I wish.
L- Harry, ogłupiałeś? I wish?
H- Tak, chcę właśnie tę.
Z- Ale dlaczego?
H- Nie pytajcie, proszę.
Lo- Jak chcesz...
L- Dobra, idźcie na scenę. Powiem Paulowi o zmianie planów.



Bez żadnego słowa wyszliśmy na środek. Muzyka zaczęła grać. 
Z- He takes your hand, I die a little...
Wyszukiwałem jej w tłumie, gdy nagle dostrzegłem ją wtuloną do Colina. Czekałem na moją kolej nie zdejmując z niej swojego wzroku.
H- I hear the beat of my heart getting louder whenever I near you...- to nie był typowy występ. W to co śpiewałem włożyłem całe serce. Chciałem to poczuć, chciałem aby ona to poczuła.
Wszyscy- But I see you with him slow dancing, tearing me apart cause you don't see. Whenever you kiss him I breaking. Oh how I wish that was me...
Odwróciła się. Nasze spojrzenia wzajemnie się pożerały. Odczuwaliśmy na sobie wzajemnie ulgę i niepokój, radość i złość, ale przede wszystkim namiętność... 
H- He looks at you the way that I would. Does all the things, I know that I could. If only time, could just turn back...- śpiewałem tylko dla niej. Wszystko ci działo się przez ostatni rok było tylko dla niej... Gdybym wiedział co się stanie przez te ostatnie dni nie wyjechałbym do Japonii... Ona jest dla mnie najważniejsza. Nie wierzę, że ją straciłem... 


* z perspektywy Niall'a*

Z- Oh how I wish, that was me...
Przez cały czas nie widziałem jej, nie przyszła? Musiała być... Czułem to. Zbiegłem ze sceny nie zwracając na innych uwagę. Poradzą sobie beze mnie. Z resztą niedługo wrócę. Wybiegłem na zewnątrz widząc w oddali skuloną postać. Zaczęło kropić. Podbiegłem do niej szybko...

* z perspektywy Charlie*

Usłyszałam za sobą kroki. Nie chciałam by ktokolwiek teraz się do mnie zbliżał. Podejrzewałam, że to Matty.
Ch- Proszę odejdź, idź się bawić. Nie marnuj tego wieczoru na mnie...
Usiadł koło mnie i objął mnie ramieniem.
N- Chcę marnować na Ciebie każdy wieczór.
Podniosłam głowę, to nie był... Niall. Przyszedł. Miałam mieszane uczucia. 
Ch- Dlaczego?
N- Charlie, nie wiedziałem...
Ch- Jak mogłeś nie wiedzieć? Tak ciężko było Ci odmówić? Albo może wstydzisz się do mnie przyznać?- złapał mnie za policzek i lekko pocałował. Deszcz padał oziębiając nasze ciała, ale od ust biło ciepłem. Niall zjeżdżał palcem wzdłuż mojej talii delikatnie szczypiąc. Ogarnąłem  włosy z mojej twarzy i spojrzał w oczy.
N- Przepraszam.- oparłam głowę na jego ramieniu, a on wtulił mnie w siebie. Przeżywaliśmy te chwilę razem... w ciszy.

* z perspektywy Alex*

Stałam rozmawiając z Colinem gdy nagle poczułam czyjeś dłonie na mojej talii.
H- Zatańczysz?
Zatkało mnie. W pierwszej chwili nie wiedziałam co robić, ale oddałam kieliszek z ponczem Colinowi i udałam się za nim.
Ruszaliśmy się patrząc bez przerwy na siebie. Czułam motylki w brzuchu. Chłopaki już dawno zeszli ze sceny, a w tle leciał wolny kawałek KLIK . Wtuliłam się w niego delikatnie mierzwiąc jego włosy.
A- Gdzie ty byłeś, nie odzywałeś się do mnie od czasu...- położył mi palce na ustach.
H- Nie teraz, cieszmy się tą chwilą. 
Złapałam go mocno i nie chciałam już go nigdy puścić. Nasze łzy wzajemnie spływały na ramiona, ale nie przeszkadzało nam to. Nikogo dla nas nie było. Tylko ja i on. Jako jedność. Razem pośród obcego nam świata.
Gdy piosenka skończyła odszedł bez słowa. Odszedł tak samo jak pojawił się. Niezauważalny...



niedziela, 8 września 2013

Rozdział 88

* z perspektywy Harry'ego*


Drzwi od mieszkania powoli otworzyły się i poraziło mnie oszałamiające światło. Naprzeciw mnie stanął zdezorientowany Niall. Rozejrzał się dookoła siebie i westchnął ciężko.
N- Harry, co się stało?
H- Nic.- pociągnąłem łyka szkockiej.
N- Widzę stary, ja widzę. 
H- Dobra, nie interesuj się. Nie twoja sprawa.
N- Mieszkamy razem, więc także moja.
H- W takim razie najwidoczniej nie powinniśmy.- wstałem, sięgnąłem po kurtkę i wyszedłem. Zbiegłem po schodach i wsiadłem do auta.
N- Jesteś pijany, wracaj!- dobiegły mnie krzyki z góry. Zignorowałem je i pojechałem przed siebie.


* z perspektywy Colina*


Siedzieliśmy przy stoliku, a po oknach delikatnie spływały krople deszczu. Alex z zamyśleniem patrzała w oddal. Złapałem ją za dłonie, zwróciła się w moją stronę.
C- Wszystko w porządku?
A- Tak- westchnęła.
C- Coś jeszcze do niego czujesz.
A- Byliśmy, jesteśmy i zawsze będziemy tylko przyjaciółmi.
C- Jak uważasz. Tylko dlaczego odkąd go zobaczyłaś- zatrzymałem się- z resztą nie ważne.
A- Colin, możemy pójść do Ciebie?
C- Jasne, raczej nikogo nie ma.
A- Poczekam na zewnątrz.
Wstałem i poprosiłem aby nasze zamówienie zrealizowano na wynos. Po dziesięciu minutach wychodząc podszedłem do całej przemokniętej Alex. Ściągnąłem swoją bluzę i i okryłem jej nagie ramiona. Przygarnąłem ją do siebie ramieniem i poszliśmy. Przez cały czas płakała, ale nic nie mówiłem. Tylko pogorszyłbym sytuację.

Przebrawszy się usiadłem na łóżku i zajadałem się azjatycką potrawą podgrzaną w mikrofali. Zegarek na moim biurku niespokojnie tykał jakby miał zaraz eksplodować. 
C- Może chcesz w coś pograć, albo pooglądać telewizję?- nie wytrzymałem tej ciszy. 
Alex tylko pokiwała głową. Westchnąłem ciężko i odłożyłem talerz na szafkę obok. Dziewczyna zrzuciła z siebie mokre ubrania i położyła się obok mnie.
A- Chodźmy spać.- wtuliła się we mnie, a ja pocałowałem ją w czoło.



* z perspektywy Mattiego*

Poczekać do jutra czy pójść dzisiaj? Myśli walały się w mojej głowie. Otarłem czoło i wymierzyłem kolejną serię silnych ciosów w worek treningowy. Na zegarze wybiła dwudziesta pierwsza. Zdjąłem rękawice i poszedłem pod prysznic.

Po piętnastu minutach stałem już pod drzwiami Charlie. Zapukałem lekko aby nie narobić zbyt wielkiego hałasu. Klamka drgnęła.
Ch- Hej.
M- Cześć, mogę wejść?
Ch- Jasne.
Wszedłem do środka zostawiając buty i torbę przy wejściu. Usiedliśmy w salonie,
M- Alex nie ma?
Ch- Nie wróciła jeszcze.- owinęła się kocem i pociągnęła łyk z kubka.- Chcesz coś pić, jeść?
M- Nie, przyszedłem porozmawiać.
Ch- No to słucham.
M- Powiem wprost. Pójdziesz ze mną na bal?
Ch- Matty...
M- Nie, nie Matty. Po prostu daj mi odpowiedź. Tak czy nie, to łatwe.
Ch- Nie, to nie jest takie proste jak się wydaje.
M- Charlie, spróbujmy. Jeśli uznamy, że nie bawimy się dobrze w swoim towarzystwie to po prostu rozejdziemy się. Daj nam szansę.- wstałem i chciałem już wyjść, ale poczułem jej dłoń na swoim ramieniu.
Ch- Wiesz co, masz rację. Przyjdź po mnie o piątej.

sobota, 31 sierpnia 2013

Rozdział 87

 * z perspektywy Alex*

Nazajutrz obudził mnie irytujący blask słońca dobiegający zza okna. Niechętnie wygramoliłam się z łóżka i powędrowałam do toalety za potrzebą. Gdy wróciłam do pokoju na telefonie widniały powiadomienia o trzech nieodebranych połączeniach od Colina. Sięgnęłam po niego i natychmiast oddzwoniłam.
C- No hej, jak tam noc?
A- Nie wiem, całą przespałam.
C- Oh, jaka zabawna.
A- Dobra, nieważne. Co chciałeś?
C- W sumie nic, ale pomyślałem, że moglibyśmy zjeść dziś razem obiad. Co ty na to?
A- Jasne, a co oferujesz?
C- Nie wiem, przyjdę po Ciebie i najwyżej zobaczymy.
A- No okay.
C- Będę po drugiej.Trzymaj się.
A- Pa, kocham Cię.
C- Ja Ciebie też misiu.
Rozłączyłam się.
Mimo iż jesteśmy ze sobą od takiego czasu nadal wyznawanie uczuć w jego kierunku nie szło mi najlepiej. W sumie nie wiem po co tak do niego mówię. Chyba dlatego, że w pewnym stopniu mu na tym zależy, a ja chcę aby był szczęśliwy. Abyśmy razem byli szczęśliwi.
Odłożyłam telefon i wyszłam do kuchni.


* z perspektywy Charlie *

Stałam uchylona  nad  kuchennym blatem gryząc tosta i przeglądając katalog z sukniami. Za dwa dni bal, a ja jak zwykle zostawiam wszystko na ostatnią chwilę. Tym razem wszystko musi być perfekcyjnie.
A- Dzień dobry pani Horan.~niespodziewanie przyszła Alex.
Ch- Witam panią Styles.
A- Jak na razie skłaniam się bardziej w kierunku zostania panią Walker.- zaśmiałyśmy się.
Ch- Co dziś sporządzisz na obiad?
A- Uu, niestety muszę Cię dziś wystawi bo umówiłam się z Colinem.
Ch- No wiesz ty co! Tylko grzeczni mi macie być!
A- Już za późno!- krzyknęła biorąc wodę z lodówki.
Ch- Ta, a za dziewięć miesięcy wózek dziecięcy. 
A- Boże Charlie, o czym ty myślisz?!
Ch- Wybacz, ale do ty skierowałaś mnie na tę ciemną stronę mocy!
A- Oh, czuję się niczym Lord Vader.
Zamknęłam gazetę i usiadłam obok niej.
Ch- Chyba zadzwonię do Nialla. Wiesz, bal i tak dalej.
A- Myślisz, że się zgodzi? 
Ch- A dlaczego by nie? Mam wdzięk i urok osobisty- wybuchnęłyśmy nieposkromionym śmiechem- Oj, żartuję. 
A- Wiem.
Ch- Ale serio, mam nadzieję, że nie odmówi.- westchnęłam ciężko.



* z perspektywy Harry'ego*

Wyszedłem na miasto aby załatwić kilka spraw bankowych po powrocie z Azji. Ta podróż była na prawdę niesamowita, ale jak to mówią wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.
Gdy wszystko było już okay udałem się w stronę niezłej chińskiej knajpki w centrum Londynu aby spotkać się z moim dobrym kumplem Ed'em. Otwierając drzwi usłyszałem śmiech, którego nigdy w stanie nie będę zapomnieć. 
Odwróciłem się i zauważyłem kilka metrów dalej Alex... z Colinem. Czekałem aż podejdą bliżej i przywitałem się.
H- Cześć Alex, dzwoniłem.
A- Hej- przytuliła mnie- Wybacz, nic nie widziałam,
 Zerknąłem w dół i zobaczyłem jak ten gnojek trzyma ją za rękę.
H- A więc teraz jesteście razem?- zapytałem wskazując na nich palcami.
A- Postanowiliśmy dać sobie szansę.- zrobiłem skwaszoną minę.
A- Colin, mógłbyś nas zostawić na chwilę samych?
C- Jasne, będę czekał w środku.- rzucił mi jedno gniewne spojrzenie i poszedł.
H- Widzę, że nieźle się narobiło...
A- Nie, nadal jest tak samo.
H- Oddalasz się ode mnie!
A- Nie prawda, to ty wypłynąłeś statkiem w rejs w jedną stronę. Ja ciągle stoję przy burcie.- zauważyłem w jej oczach łzy. Próbowała mnie minąć ale złapałem ją za nadgarstek.
H- Alex, proszę Cię.
A- Wybacz, muszę już iść.
No i poszła. W jednej chwili latałem nad ziemią jak skowronek, a w drugiej mój świat zawalił się niczym budynki z jedenastego września. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Byłem zdruzgotany. 
Złapałem taksówkę i pojechałem prosto do domu. Po drodze napisałem do Sheerana, że coś mnie zatrzymało i nie dotrę na miejsce. Nie miałem ochoty na rozmowy. 
Wpadłem do mieszkania i na wejściu rozwaliłem wazon.Woda delikatnie spływała z komody na jasny dywan. Nigdy tak okropnie się nie czułem. 
Podszedłem do stołu i jednym pociągnięciem zwaliłem jego całą zawartość na podłogę. Wszędzie walało się szkło.
Po godzinnej demolce uspokoiłem się. W całym domu był rozgardiasz. 
Usiadłem na fotelu i złapałem się za głowę.
Straciłem ją...
Przez tę cholerną kilkumiesięczną trasę straciłem ją.
To wszystko moja wina, nie wykorzystałem sytuacji.
Do mieszkania wszedł Niall.


 * z perspektywy Nialla*

Ciche pukanie rozległo się, a po chwili zza drzwi wyjrzała dziewczyna.
Ch- Hej, szybki jesteś,- Charlie otworzyła mi drzwi i wszedłem do środka.
Z salonu podążał przyjemy zapach niedzielnego obiadu, o którym zawsze marzyłem będąc z dala od domu.
N- Tylko nie mów, że nagle odkryłaś swój talent kucharski.
Ch- Niestety muszę Cię rozczarować, bo wszystko zamówiłam z restauracji.
N- Cóż, warto pomażyć. 
Usiedliśmy przy stole. Panowała krępująca cisza. Sięgnąłem po szklankę z sokiem.
Ch- Słuchaj Niall, chciałabym o coś Cię spytać.
N- Nie, nie musisz. Wiem o co chodzi, wczoraj wieczorem to wszystko moja wina. Nie traktuj tego na poważnie.
Ch- O czym ty mówisz? Chciałam Cię spytać o towarzyszenie na balu...
Patrzeliśmy na siebie w skupieniu.
Ch- Nic to dla Ciebie nie znaczyło?
N- Nic, a nic. Poniosła nas chwila i tyle. A co do balu, nie mogę z tobą iść. Wybacz.
Ch- Ale...
N- Muszę już iść.
Ch- Nie skończyliśmy jeść.
N- Skończ beze mnie.
Wstałem i wyszedłem. 
Musiałem ją skłamać. Wiem, że ona na pewno nie zrozumie moich uczuć. Tyle razy przekonywałem się o tym, że ona też coś czuje do mnie, a potem nadchodziło gorzkie rozczarowanie.Tak nie mogło być tym razem. Na tej imprezie wszystko by się jeszcze tylko bardziej skomplikowało. Poza tym we worek zdeklarowaliśmy się do grania w jednym z tutejszych liceów.
Kopiąc kamień pod nogami zauważyłem krople deszczu na chodniku. Podnosząc głowię w górę pomyślałem o tym, że może jemu uda się obmyć z tego świata negatywne emocje...

* gdy zaczęło padać wszyscy bohaterowie spoglądali przez okno rozmyślając o ostatnich wydarzeniach *

  

czwartek, 1 sierpnia 2013

Rozdział 86

* z perspektywy Alex *

                                                                         05 czerwca
Drogi Pamiętniku,
nie wiem czemu w ogóle zaczęłam Cię pisać.  Może poczułam po prostu taką potrzebę?
Nie wiem.
Wiem natomiast, że ryzyko się opłaciło. Ja i Colin jesteśmy ze sobą od niecałych czterech miesięcy... i jest wspaniale. Wspiera mnie, jest moją opoką. Poza tym znów to zrobiliśmy... Ale to nie jest najważniejsze! Liczy się tylko, że mnie kocha i dobrze mi z nim.
Niestety gorzej z Charlie.
Nie wiem czemu ale ostatnimi czasy ciągle jest przygnębiona. Nie chce ze mną rozmawiać ,a tym bardziej z Niall'em. 
Właśnie, Niall. Prawie bym zapomniała.
Jutro chłopaki wracają z Japonii.
Boje się.
Nie pytaj mnie dla czego ale boje się.
No tak, jesteś tylko pamiętnikiem, nie możesz mówić.

Zamknęłam dziennik. Wstałam z łóżka i przeciągnęłam się patrząc przez okno. Już jutro... Tak bardzo oczekiwałam tego dnia, a teraz najzwyczajniej w świecie go nie chcę. Czy to ma jakiś związek ze mną? A najważniejsze czy to ma jakiś związek z Harry'm?
Nie. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. 
Zgasiłam pośpiesznie lampkę i poszłam spać.
Kocham tylko Colina.



* z perspektywy Charlie *

Obudził mnie jasny promień słońca na twarzy. Bogu dzięki, że dziś sobota. Nie wiem jak wytrwałabym w szkole. Spojrzałam na zegarek. Za piętnaście jedenasta. Poszłam do kuchni i sięgnęłam po wafle ryżowe i posmarowałam je nutellą. Usiadłam samotnie przy stole. Alex jeszcze spała. Tak lepiej. Ostatnio nie dogadujemy się najlepiej. Ona pewnie myśli, ze to przez Colina... ale tak na prawdę tu chodzi o mnie. Nie rozumie tego. I słusznie. Nie może bo nic jej nie powiedziałam. Cierpi przez to.
Obie cierpimy.
Wyjęłam telefon z kieszeni i weszłam w ostatnie sms'y. Przez ponad piętnaście minut w kółko czytałam jedną i tą samą wiadomość.

Możesz mi dalej nie odpisywać, ale spotkaj się ze mną w weekend w parku. Nie wiem czy będziesz, ale ja będę czekał. Sobota, 23.

Od czasu gdy pokłóciłam się z Niall'em nie odzywam się do niego. Ciągle próbuje mi coś wyjaśnić ale ja mam już dość... A jednak, moja intuicja podpowiada mi abym tam poszła.
Nie wiem jak postąpić.
Wstawiłam brudny talerz do zlewu i wróciłam do swojego pokoju.



Godzina 22:39. 
Ubrałam na stopy czarne vansy i wyszłam kierując się w stronę drzew. Niebo było już granatowe, wciągało wszystko w swą otchłań. 
Na środku placu leżał koc, a dookoła niego stały świece. Wyglądało to niesamowicie.
Gdy tylko zobaczyłam te blond czuprynę serce zaczęło mi mocniej walić.
Odwrócił się.
Na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech.
N- Przyszłaś.
Ch- Oh, a jak bym nie mogła?
Zerkałam w jego błękitne oczy w odcieniu czystego oceanu. Choć wiał silny wiatr paliłam się od środka. 
N- Chciałbym Ci o czymś powiedzieć.- powiedział niepewnie.
Widząc, że milczę ciągnął dalej.
N- Ostatnim razem... nie wiem czemu tak postąpiłem. Byłem wściekły... ale nie na Ciebie. Na siebie. Podczas gdy ja świetnie się bawiłem... mój ojciec chorował. Nic mi nie powiedział...
Ch- Tak mi przykro. Ale to nie twoja wina.- nie wiedziałam co tak na prawdę mam powiedzieć.
N- On zmarł! Charlie go już ze mną nie ma! A ja nic nie mogłem na to poradzić!
Ch- Nawet gdybyś wiedział i tak nie jesteś cudotwórcą.
N- Ale zaakceptowałbym to. Mógłbym się nastawić, wiedzieć, że takie coś mogło nastąpić. Zaskoczył mnie...- z jego oczu zaczęły spływać łzy.
Zbliżyłam dłoń do jego twarzy i przykładając ją do policzka wytarłam kciukami łzy.
Dopiero spostrzegłam, że w tle gra muzyka.
Nasze twarze zaczęły się do siebie zbliżać, a usta złączyły się. Wymienialiśmy się wzajemnie czułymi pocałunkami. Moje ciało przywarło do jego ciała. Jego usta były tak miękkie jak zawsze sobie je wyobrażałam. Runęliśmy na koc. Delikatnie gładził mnie po włosach.
N- Nie chcę Cię stracić.
Wtuliłam się w niego mocniej.
Patrzeliśmy razem na niemalże bezchmurne niebo.
N- Look at the stars, look how they shine for you...

piątek, 19 lipca 2013

Rozdział 85

* z perspektywy Alex*

Mamy już piątek. Śniegu nadal wiele, a temperatura zbyt niska na spacery. Cały czas zastanawiałam się nad tym co mówił Colin. A może bardziej nad tym co pisał?  Bezczynność zjadała mnie od zewnątrz. Rozterki od wewnątrz. Zwisałam głową w dół z mojego łóżka patrząc na sufit. Zamknęłam oczy i zaczęłam marzyć... zupełnie jak  mała dziewczynka. W moim umyśle zawitał wielki dom z idealnie przystrzyżonym trawnikiem; samochód w garażu i roześmiane dzieci dookoła... lecz nie były one moje. Mój dom stał pusty. Piękny, doniosły, ale pusty. Nie było w niej żywej duszy prócz mojej. Stałam obok półki na nagrody wspominając swoje życie... Natychmiast zerwałam się. Skąd takie myśli w mojej głowie?! Przecież nie skończę samotnie! Nie... to nie możliwe. Nie możliwe... a jednak? Nie...

* z perspektywy Colina *

Poszedłem pod prysznic aby pozbyć się resztek chloru z ciała po wizycie na basenie z Mattim. Miałem już wziąć się za mydlenie głowy, gdy usłyszałem pukanie do drzwi. Myślałem, że to wyżej wspomniany blondyn przyszedł uświadamiając sobie, że zostawił swój telefon w moim plecaku. Owinąłem się w biodrach ręcznikiem i poszedłem do przedpokoju. Otwierając drzwi zacząłem mówić.
C- Stary, czekaj już idę po twoją...
Ku mojemu zdziwieniu nie było tam Mattiego, tylko Alex.
A: Musimy porozmawiać.- powiedziała spoglądając na ziemię.
C- Wejdź.- odparłem.
Mimo iż mieszkanie było puste udaliśmy się do mojego pokoju. Dziewczyna usiadła na łóżku i zmierzyła mnie całego od stóp po głowę.
C: Tak wiem, niezręczna sytuacja ale myślałem, że to Matty...
A: Nie pogrążaj się bardziej.- zaśmiała się.
C: Daj mi chwilkę.- udałem się do toalety. Ubrałem spodenki i szary top na ramiączkach by móc wrócić do niej z powrotem. Siedziała w tym samym miejscu, głęboko zamyślona.
C: A więc o czym chciałaś mówić?- rzekłem, skłaniając ją do rozmowy.
A: Ugh... No więc przez ostatnie dni dużo myślałam. O tobie, o mnie... o nas. Sądzę, że jestem gotowa.- zamilkła dając mi znak abym coś powiedział.
C- Gotowa na co?
A- Oh Colin, nie udawaj idioty! Przecież dobrze wiesz na co.
C- Nie... nie mam pojęcia.- brnąłem dalej.
A- Nie każ mi tego mówić!
C- Ale czego?- buchnąłem śmiechem.
A- Dobra, wychodzę.
Zagrodziłem jej drogę by nie mogła wyjść i uśmiechnąłem się.
C- Jesteś pewna?
A- A dlaczego miałabym nie być?- spytała.
C- Długo zwlekałaś.- odparłem.
A: Czy ty nie możesz być jak inni faceci i zamiast tyle gadać, pocałował mnie?
Zacząłem się śmiać; trzymając ją w ramionach pocałowałem w nos.
C- Nie.
A- I własnie dlatego Cię kocham/

* z perspektywy Charlie *

Cisza i spokój. Jedyny dźwięk jaki wypełniał pomieszczenie to wrząca woda w czajniku. Zrobiłam sobie herbatę i usiadłam w salonie. Pociągając mały łyk wyjęłam telefon z kieszeni i wybrałam numer do Niall'a/ Po krótkim namyśle chciałam się rozłączyć  bo doszłam do wniosku, że mamy inne strefy czasowe lecz usłyszałam odzew z jego strony.
Ch- Jak tam trasa?- spytałam podekscytowana.
N- Całkiem nieźle. Widziałaś wczorajszy występ?
Ch-Nie zdążyłam od początku, ale byłam już na Rock Me.
N- Kurde... wszystko na marne!- usłyszałam jakiś trzask.
Ch- Niall, wybacz mi ale chciałam i to nawet nie wiesz jak bardzo,
N- GDYBYŚ NA PRAWDĘ CHCIAŁA TO POSTARAŁABYŚ SIĘ BARDZIEJ!- odparł z furią.
Ch- Nie mów do mnie w ten sposób!
N- Będę mówił jak mi się spodoba!
Ch- Zachowujesz się jak rozwydrzony bachor!- krzyczałam.- Postępując tak stracisz wszystkich, których kochasz, nie rozumiesz tego?!
Rzuciłam telefonem w równoległą ścianę i pogrążyłam się w płaczu. Przecież on nigdy taki nie był. Może dopiero odkrywam jego prawdziwe 'ja'? Albo coś się stało. Nie mogłam tego zrozumieć...

czwartek, 18 lipca 2013


Rozdział 84


* z perspektywy Alex *

Obudziło mnie silne pukanie do drzwi, lecz nie byłam zła, bo napawał mnie dobry humor. Podrapałam się po głowie i otworzyłam drzwi. Po ich drugiej stronie stało Colin. Zdziwiona nie zdążyłam nic powiedzieć, bo nasze usta przylgnęły już do siebie. Po chwili opanowałam się i odepchnęłam go, zatrzaskując drzwi przed jego nosem i uciekając do swojego pokoju. Trzaskiem obudziłam Charlie, która nie wiedziała o co chodzi.
Ch- Co jest...
A- Nie mów nic, tylko ratuj!- krzyknęłam w jej stronę.
Zdziwiona blondynka poszła do przedpokoju i już wiedziała w czym jest problem. Chłopak ciągnął za klamkę krzycząc.
C- ... proszę Cię. Porozmawiaj ze mną do cholery! Nie chcę nic więcej, tylko jedną głupią rozmowę!
W jego głosie słyszałam nutę smutku, żalu oraz rozczarowania. Przez chwilę czułam, że zaraz się złamię, ale nadal siedziałam przy swoim łóżku pogrążona łzami.
Ch- Colin, nie ma jej tu.- powiedziała do niego otwierając drzwi.
C- Charlie, na miłość boską widziałem ją przed chwilą!
Ch- Skąd wiesz? Może Ci się tylko zdawało? Masz jakieś przewidzenia?- brnęła dalej.
On w to nie wierzył. Przecisnął się pomiędzy nią a drzwiami i zmierzał do mojego pokoju.
C- Nie rób ze mnie idioty, nie dziś.
Ch- Ale ja tylko chcę...
C- Proszę, nie dziś.- Colin odwrócił się od niej i zapukał cichutko do moich drzwi, naciskając lekko klamkę.
Wszedł przekręcając kluczyk w drzwiach. Kurde, czemu ja na to nie wpadłam?! Usiadł koło mnie po turecku i przypatrywał się mojej twarzy z miną, której nie byłam w stanie rozszyfrować.
C- Zacznijmy wszystko od nowa.- rzekł.- Wiem, że wydaje się być niemożliwe, ale razem damy radę. Wystarczy, że mi tylko zaufasz...
A- Colin. ehh...- zaczęłam- wiesz, że tak się nie da.
C- Obydwoje wiemy, że coś do mnie czujesz.
A- A ty wykorzystujesz to.
C- Alex, to nie tak. Po prostu mam dość tej niepewności z twojej strony. Jednego dnia przychodzisz do mnie, przytulasz i jest wszystko okay, a nazajutrz nie chcesz mnie znać.
A- Przykro mi, ale wiesz...
C- NIE, WŁAŚNIE NIE WIEM!
A- NIE KRZYCZ NA MNIE!- zaczęłam głośniej łkać.- Po prostu nie chcę wyjść na ździrę, która tak łatwo się wszystkim daje!- przetarłam oczy i schowałam twarz między poduszkami ściągniętymi z łóżka.
Colin przysunął się, obejmując mnie jednym ze swoich ciepłych uścisków. Oparłam głowę o jego pierś, a on głaskał mnie po włosach. Tym razem nic nie powiedział, za co byłam mu wdzięczna. Był teraz cichym oparciem, którego tak bardzo potrzebowałam. Takiego właśnie go kochałam. Niestety, nie mogłam w jednej chwili pozbyć się wszystkich uczuć skierowanych do Harry'ego.

* z perspektywy Niall'a *

Wróciłem zaspany do pokoju i od razu rzuciłem się na łóżko. Japonia tak spodobała się chłopakom, że przez cały dzień musiałem dosłownie za nimi biegać. Otarłem czoło z potu i zerknąłem na zegarek. 2 godziny do występu. Za każdym obrotem wskazówki przewracało mi się w żołądku. Aby się odstresować sięgnąłem po gitarę i poćwiczyłem parę chwytów. 1,5 godziny. Udałem się wziąć prysznic, który był najdłuższy w moim życiu ((no może nie licząc tego po bliskim spotkaniu ze skunksem)). Przeprałem się w czyste ubrania i bezczynnie usiadłem przed telewizorem. Oczy zamykały mi się z każdą nadchodzącą sekundą coraz częściej. Niezauważenie do pokoju wszedł Louis klepiąc mnie po ramieniu.
L- Już czas,
Przetarłem twarz i udałem się tuż za nim. Jadąc czarnym autem (chyba firmy alfa romeo) patrzałem na otaczający mnie krajobraz, który już tak mnie nie zachwycał. Czegoś mi tu brakowało, albo raczej kogoś. Wyjąłem telefon z kieszeni i wysłałem sms'a do Charlie.
hej, znajdź link do dzisiejszego występu i obejrzyj chociaż początek, to ważne.
Byliśmy już na miejscu. Stojąc za kulisami przejąłem mikrofon od Liam'a i weszliśmy na scenę. Wybiegliśmy na nią; towarzyszyły nam krzyki fanów.
N- Hej, dzięki wam wszystkim za przybycie! Wiem, że zazwyczaj inaczej zaczynamy nasze występy, ale to dość wyjątkowa sytuacja.....


______________
wybaczcie, że rozdział tutaj jest tak późno ale blogger mi się popsuł! ehh... 
ale dziś już działa! tak więc szykujcie się, że jutro będzie nowy rozdział!

PS ZAŁOŻYŁAM NASZYM POSTACIOM TWITTERY:
ALEX- @devlinalex 
CHARLIE- @charlieebelly 
MATTY- @mattyrogerrs 
COLIN- @coolinwalker 
HARRY- @sttyleshaarry 
NIALL- @mattyrogerrs 
Dzięki nim będziecie lepiej mogli poznać myśli naszych bohaterów i wczuć się w ich sytuację c;

Mam nadzieję, że za to wszystko nie jesteście na mnie bardzo źli, kocham was Dżess.